23/11/2004

Warszawskie metro przeszło "chrzest bojowy". Wczorajszy zanik napięcia był największym w historii kolei podziemnej w stolicy. Nie był jednak zaskoczeniem. O 19.10, mimo że nie było energii elektrycznej w całej południowej Warszawie, pociągi metra zaczęły wozić warszawiaków. Poza obrębem metra prądu nie było jeszcze przez dwie godziny.

Taki scenariusz był wielokrotnie "ćwiczony" przez Służby metra. Samo metro jest tak zaprojektowane by działać przy zanikach prądu nawet w połowie Warszawy.

Metro ma dziewięć podstacji energetycznych, czyli punktów zasilania, które czerpią prąd z sieci zewnętrznej. O 18.30 zasilanie straciły trzy podstacje zaopatrujące w energie elektryczną  odcinek od stacji "Kabaty" do stacji "Racławicka". Stacje natychmiast przeszły na zasilanie awaryjne, nie zgasło, więc żadne światło nie przestały działać urządzenia stacyjne. Pociągi, które były w tym czasie w tunelach dojechały do stacji, gdzie dyżurni i maszyniści informowali warszawiaków o awarii. Cały czas od stacji "Politechnika" do stacji "Dworzec Gdański" ruch odbywał się normalnie.

W tym samym czasie uruchomiona została awaryjna wewnętrzna sieć energetyczna metra. Dzięki niej można przesyłać prąd w tunelach z pominięciem zewnętrznych operatorów i kierować go z dowolnej podstacji, która ma zasilanie do tych gdzie nie ma napięcia.

Zasilanie południowego odcinka metra wzięła na siebie podstacja energetyczna przy stacji Politechnika, która otrzymywała normalnie prąd z sieci zewnętrznych. O 19.10, mimo że nie było energii elektrycznej w całej południowej Warszawie, pociągi metra zaczęły wozić warszawiaków. Poza obrębem metra prądu nie było jeszcze przez dwie godziny.

Wróć